Oznaczenie głównego szlaku niedaleko mostku nad rzeką Jeziorką widziane z ulicy Parkowej w kierunku Mirowic k. Grójca od ulicy Wojska Polskiego - szlak główny czerwony Krainy Jeziorki

Rajd rowerowy samotny: DW nr 722 – Konstancin-Jeziorna

Witajcie ponownie :).

Mamy wreszcie wiosnę, robi się coraz cieplej i coraz więcej osób odkurza i wyprowadza swoje jednoślady. Ja jeździłem także zimą, więc mam odkurzony, a właściwie zakurzony od tego :).

11 kwietnia 2015 w sobotę temperatura w południe dochodziła do 19 stopni w cieniu. Postanowiłem sfotografować kolejny odcinek czerwonej trasy Krainy Jeziorki od ostatniego miejsca, gdzie dojechałem w okolice Lesznowoli.

Wsiadłem więc na rower i około godziny 9 rano wyruszyłem trasą 722 na Piaseczno w okolice Lesznowoli, gdzie zacząłem kontynuować swoją wycieczkę wzdłuż trasy, która liczyła sobie od tego miejsca do Konstancina-Jeziornej około 50 kilometrów.

Jadąc od Grójca interesował mnie skręt na prawo, ale gdybym jechał od strony Jeziórki, to pojechałbym na wprost. Skierowałem się zatem asfaltem przed siebie oglądając zabudowania. Minąwszy zakręt w prawo znalazłem się między dwoma zalesionymi terenami.

Dojechałem do miejsca, w którym bieg rozpoczyna żółta trasa prowadząca do Pieczysk, ale ja jechałem czerwoną, więc skręciłem w lewo. Tutaj miałem trudności ze znalezieniem prawidłowej drogi, jaką powinienem jechać. Jest zaznaczony początek żółtej, ale nigdzie nie ma oznaczenia czerwonej. Kołując się w pobliżu i dokładnie studiując mapę, domyśliłem się o drodze odbijającej w lewo, tak jak widać tu na tym zdjęciu poniżej.

Droga przebiegała początkowo między iglastymi drzewkami, by potem przejść w tereny zabudowane. Wcześniej po prawej minąłem lekko bagniste podłoże. Na zmianę budynki zamieniały się w pola uprawne i łąki.

Znalazłem się po chwili na mostku znajdującym się nad rzeką Jeziorką. Pąki drzew i krzewów wyraźnie zapowiadają koniec zimy i początek okresu, który najbardziej lubimy.

Za mostkiem właściciel pewnej posiadłości wybudował sobie domek na drzewie.

Pojechałem dalej i znalazłem się ponownie na przecięciu drogi 722. Przejechałem obok samotnego drzewa i skręciłem w prawo. Jadąc kawałek główną drogą skierowałem się na Mirowice. Trasa, jaką teraz jechałem była już asfaltowa i od czasu do czasu wiła się w lekkich zakrętach. Od czasu do czasu mijałem różne sady, a to pola, a to jakieś nieużytki.

W Mirowicach obok kapliczki i przystanku autobusowego skręciłem w prawo, a następnie kawałek dalej na skrzyżowaniu w lewo.
Na tym odcinku mogłem rozwinąć większą prędkość, co też zrobiłem. Droga prosta i równa schodząca lekko w dół, skręcająca dalej lekko w prawo.

Zaintrygował mnie pewien gatunek wierzby, której zrobiłem zdjęcie.

Jadąc dalej mijałem kolejne krajobrazy, na których widać było nowo zazieleniałą trawę lub inne rośliny uprawne. W tym miejscu znajdowała się Wilcza Wólka, a w niej pewne skrzyżowanie z kapliczką. Obok kapliczki rozwijał się pewien krzew, ale nie on mnie zainteresował, tylko siedzące pośród jego gałęzi ptaki. Zdjęcia poniżej.

Po zrobieniu fotek pojechałem dość szybko dalej obserwując mijane miejsca takie jak pagórkowate pola i ciekawy krajobraz.

Dojeżdżając do skrzyżowania w Zawodnym skręciłem w lewo i w tym miejscu po prawej stronie mogłem obserwować bieg rzeki Jeziorki.

Droga skręcała w prawo, a potem w lewo, a następnie prosto przez Nowe Racibory.

Na skrzyżowaniu dróg skierowałem się w prawo w kierunku Prac Dużych, w których znajdował się las po obu stronach jezdni. W jego obrębie znajdował się przejazd kolejowy prowadzący między innymi do Tarczyna. Pojechałem dalej minąwszy domki ludzi mieszkających w Pracach Dużych.

Przejechałem na wprost przez skrzyżowanie drogi w kierunku Gąsek, a następnie udałem się w prawo na skrzyżowaniu, gdzie droga w lewo odbijała na Prace Małe.

Tu pod drogą przepływała rzeka Tarczynka, która łączy się później z Jeziorką.

Za mostkiem dojechałem do rozwidlenia, obok którego stała tablica wraz z mapą Krainy Jeziorki i drogowskazami pokazującymi kierunek jej tras.

Ja skręciłem w prawo w polną drogę, tak jak pokazywał znak. Droga pełna była od czasu do czasu dziur, które nie pozwalały na dużą prędkość jazdy.

Zaraz potem skręciłem w lewo, tak jak prowadziła droga pod górę, by potem skręcić w prawo i jeszcze raz w lewo.

Tu już było lekko z górki i dukt prowadził wprost do lasu. Odmieniona szata krajobrazu od razu dała się zauważyć.
Pociemniało i zrobiło się bardziej nastrojowo. Liście drzew nie zdążyły się jeszcze w pełni rozwinąć, co mogło dawać poczucie pory zimowej.

W pewnej chwili zauważyłem na gałęzi drzewa pewnego ptaka, od razu użyłem przygotowanego wcześniej aparatu i cyknąłem 2 zdjęcia.

Mając już je na swojej karcie pamięci powoli toczyłem się dalej leśną drogą. Czasami mijałem różne skrzyżowania, ale oznaczenia trasy nie pozwalały mi się zgubić.

Tuż przed wjazdem na drogę prowadzącą na Łoś trasa leśna zrobiła się lekko błotnista, ale nie sprawiło mi to większego problemu.

Na asfalt wjechałem w prawo, gdzie znowu przecinałem rzekę Jeziorkę.

Zaraz za mostem skręciłem w lewo i pojechałem dalej.

Trasa przebiegała po krótkim asfaltowym odcinku znowu dalej w las lekko pod górę. Wystające korzenie drzew powodowały wstrząsy w czasie jazdy, ale dało się przejechać.

Droga przez las była dość długa i bardzo ciekawa. Później uległa poszerzeniu zwiększając przyjemność z jazdy.

Przeciąłem po raz kolejny trasę 722 mijając wokół szlaban i uważając na wykopany rów, który niezauważony może przyczynić się do wywrotki.

Wjechałem na teren Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Wokół rozpościerały się głównie widoki lesiste.

Minąłem wiatę dla rowerzystów, a dalej od czasu do czasu zebrane w stosy pocięte drewniane kloce. Droga miejscami była pełna kałuż i zmuszony byłem szukać suchego przejazdu.

Tak jak pokazywały znaki skręcałem na skrzyżowaniach.

Po kilku kilometrach znalazłem się przy bagnach znajdujących się po prawej stronie ścieżki.

Kawałek za bagnami trafiłem na bardzo ciężki odcinek do przejazdu. Droga była bardzo błotnista. Przejechać rowerem pewnie nie dałoby rady, a ubłocenie stóp do wysokości minimum kostki raczej gwarantowane.

Ominięcie tego odcinka o długości około 50 metrów było możliwe jedynie poprzez las. Niestety, pokonanie gęstych zarośli pełnych gałęzi i krzewów z rowerem nie należało do łatwych. Wszystko dobrze widoczne jest na zdjęciach oraz nagranym filmie.

Jeżeli wybieracie się w te tereny, wcześniej zalecam ominięcie tego odcinka poprzez wybranie innej trasy. Droga ta jest zaznaczona na mapie Krainy Jeziorki jako dla rowerzystów, ale prawda wygląda zupełnie inaczej. Tędy to można przejechać jedynie samochodem terenowym (zwykły by pewnie ugrząsł), traktorem z dużymi kołami lub czołgiem. Szkoda, że nikt nie zadbał do tej pory o zrobienie tej drogi przyjaznej dla rowerzystów, skoro jest to trasa główna Krainy Jeziorki :(.
Dalszy odcinek także jest błotnisty, ale przynajmniej można przejść suchą stopą poboczem.

Po pokonaniu najtrudniejszego odcinka dzisiejszej wyprawy pojechałem dalej w las.

Jadąc przez leśne tereny minąłem po prawej stronie ogrodzenie, które oddzielało park chojnowski od terenów sadowniczych.

Kilkaset metrów dalej zastałem przewrócone drzewa. Jedno z nich widoczne na jednym ze zdjęć było przewalone przez całą drogę w okresie zimowym, kiedy tu byłem ostatni raz. Musiałem wtedy rower przenosić górą. Widać, że już został udrożniony przejazd, co bardzo cieszy :).

Za balem znajdowała się kolejna wiata dla rowerzystów.

Popatrzyłem, ruszyłem dalej i z ledwością uniknąłem rozjechania ropuchy. Usiadła na środku drogi nie przejmując się zagrożeniem. Nakręciłem film, na którym dobrze widać, jak ropucha nadyma się udając większą w przypadku zagrożenia.

Ropuchę przegoniłem z drogi chroniąc ją w ten sposób przed rozjechaniem i ruszyłem dalej. Dojechałem do drogi prowadzącej do Piaseczna i przeciąłem ją jadąc dalej polną drogą i omijając opuszczone szlabany. Na zamieszczonym filmie możecie obejrzeć, jak wyglądał przejazd niektórymi odcinkami.

Jadąc dalej dojechałem do rozwidlenia dróg z postawioną tablicą, na której znajdowała się kolejna mapa Krainy Jeziorki. W prawo odbijała zaczynająca bieg żółta trasa, ale ja pojechałem w lewo wzdłuż czerwonej.

Jechałem na rowerze jadąc tak jak prowadziła droga lub drogowskazy.

Przejechałem obok wysięgarki układającej drewniane klocki i coraz bardziej zbliżałem się do Zalesia Górnego. Krajobrazy czasami ulegały lekkiej zmianie na niedawno posadzone sadzonki drzew.

Wjeżdżając kolejny raz w las o mały włos nie przejechałem zaskrońca zwyczajnego, pospolitego niejadowitego węża występującego między innymi w Polsce. Chciałem mu zrobić zdjęcie, ale ten wyjątkowo szybko wpełzł między zarośla i nie dał się już złapać. Troszkę zniesmaczony z powodu braku zdjęcia, którym chciałem się z Wami podzielić, ruszyłem dalej.

Minąłem kilka zakrętów i dojechałem do skraju lasu, gdzie koniec ścieżki leśnej zastawiał opuszczony szlaban. Ominąłem go i ujechawszy szutrową drogą wjechałem na drogę asfaltową, zmieniając krajobraz z leśnego na zabudowany pojechałem dalej.

Tutaj mogłem łatwo się zgubić wśród miejskich uliczek, dlatego uważnie obserwowałem drogowskazy.

Na pewnej ulica musiałem jechać drogą dla rowerów, ponieważ przejazd jezdnią rowerem znaki drogowe zabraniały.

Następnie skręciłem z drogi dla rowerów w lewo, tak jak pokazywała strzałka.

Potem dalej w prawo, prosto i dojeżdżając do kolejnego lasu skręciłem w lewo we wsi Jesówka. Ścieżka ta znajdowała się między lasem a domkami, a jazdę lekko utrudniały od czasu do czasu wystające korzenie drzew.

Dość krótki odcinek w porównaniu z poprzednimi jadąc przez las przejechałem wjeżdżając na główniejszą jezdnię asfaltową i skręcając na niej w prawo.

Prowadziła ona między innymi przez kolejny przejazd kolejowy. Za nim znajdował się staw, który na okres zimy jest osuszany. Zaraz obok tego stawu przepływała Jeziorka, na której była zbudowana mała zapora.

Dalej wjechałem do wsi Żabieniec, gdzie odcinek drogi wydawał się dość niebezpieczny. Prawa strona nie nadawała się do jazdy, a jadąc środkiem musiałem uważać na samochody, które miały problem wyminąć się wzajemnie, jak oba spotkały się na tym odcinku.

Dalszy odcinek prowadził pod sporą górkę i wyjeżdżając ze wsi Żabieniec miałem do pokonania główną drogę numer 79 prowadzącą z Piaseczna do Góry Kalwarii.

Wreszcie, gdy bezpiecznie znalazłem się po drugiej jej stronie pojechałem jezdnią według wskazań trasy Krainy Jeziorki. Niedaleko znajduje się skręt w prawo, który łatwo przeoczyć z powodu dużej prędkości, do której zachęca prosta i dobrej jakości droga.

Skręciłem więc w prawo wjeżdżając na polną drogę i pojechałem dalej. Spotykałem czasami różne skrzyżowania, które mogły dezorientować, ale według mapy miałem jechać prosto, co też zrobiłem.

Przejeżdżając między polami zauważyłem na niebie ptaka wykorzystującego prądy ciepłego powietrza do wznoszenia. Zrobiłem mu kilka zdjęć, które możecie sobie pooglądać. A nazwy tego ptaka niestety nie znam :).

Wyjeżdżając z polnej drogi na asfalt skręciłem w lewo i pojechałem jak zawsze dalej obrzeżami, ale tym razem wsi Jastrzębie.

Prosty odcinek znowu zachęcał do szybkiej jazdy i pokonanie go nie zajmuje dużo czasu.

Jadąc dalej znalazłem się już na peryferiach Konstancina-Jeziorny, miasta kończącego dzisiejszą wyprawę. Musiałem jeszcze znaleźć dobry punkt zakończenia, więc jechałem dalej pokonując kolejne uliczki i skrzyżowania.

Ciekawe budynki i parki urozmaicały przejazd.

Droga z kostki brukowej zaprowadziła mnie niedaleko tężni i tu rozpocznę kolejne dokumentowanie ostatniego już odcinka głównej trasy Krainy Jeziorki, który będzie prowadził aż do samego ujścia rzeki Jeziorki do Wisły. Ale to już innym razem :).

Wróciłem do Grójca mniej więcej taką samą drogą liczącą około 40 kilometrów, ale już ze wspomaganiem urządzenia GPS i skracając sobie co pewien czas pewne odcinki. Dojechałem około godziny 18 dość mocno zmęczony, w końcu za mną było przejechane 90 kilometrów, ale bardzo zadowolony. Nie mogę się już doczekać następnej wycieczki aż do Wisły :).

lukenkuken